Mali przyjaciele Jezusa Eucharystycznego (2007)

chwilowy brak towaru

Słowa zachęcają, a przykłady pociągają. Niech opisane w książce życiorysy 19 świątobliwych dzieci z różnych kontynentów pomogą korzystnie przygotować się do Pierwszej Komunii Świętej. Niech ożywią wiarę w rzeczywistą występowanie Boga w Najświętszym Sakramencie.Ewa Hanter Kolejną pozycję jaką chcę polecić to książka Ewy Hanter "Mali przyjaciele Jezusa Eucharystycznego".

asygnowana jest przede wszystkim do czytania i słuchania. Każdą z siedemnastu opowieści poprzedza jedynie skromna rycinka. Za to historie - prawdziwe losy kilkunastu nieszablonowych dzieci, przykuwają uwagę od pierwszej do ostatniej karty.

Zamówiłam "niewielkich przyjaciół..." z myślą o mojej córeczce przystępującej właśnie do wczesnej Pierwszej Komunii Świętej. Okazało się, iż książka Ewy Hanter, pisana dostępnym językiem, chwyci za serce także dorosłego czytelnika.

I może właśnie o to autorce chodziło, aby pokazać, jak święte i błogosławione dzieci - codziennością złączoną z Eucharystią zadają nam odwieczne pytanie: "W czyje ręce złożyłeś swoje życie? Czy pamiętasz, iż jesteś królewskim dzieckiem, bo Twoim Panem jest Chrystus Król? Czy niejednokrotnie z nim rozmawiasz i jaka jest ta rozmowa? Jak daleko odszedłeś od dziecięcej, pełnej zaufania i żaru wiary? Czy jesteś już za stary i za mądry, za światowy i za postępowy, za niezwykle zmęczony i za dalekizabrać Jezusa za rękę?" Komunijny prezent mojej córki Marty "pochłonęłam" w ciągu jednego wieczoru.

Zaczęłam czytać pierwszą opowieść o św. Dominiku Savio i ani się spostrzegłam jak przebiegłam wzrokiem ponad trzysta stron. Dwunastoletni Piotruś d'Airrelle ofiarujący życie w intencji nawrócenia taty.

nieznaczna Li - chińska męczennica Eucharystii. Siedmioletni Livietto modlący się o zakończenie wojny. Błogosławiona Laura del Carmine Vicuña broniąca czystości przed bezwstydnymi zapędami "przyjaciela" swej matki.

Grzeczne aniołki i wieczne urwisy. Rozgadane dzieciaki i cisi, zatopieni w wewnętrznym duchowym świecie malcy. I to, co ich łączy: przekonanie, że nie ma większego skarbu na ziemi niżeli Eucharystia. Dla codziennego przyjmowania pana Jezusa w Komunii Świętej są w stanie iść w mrozie lub upale kilka kilometrów, wstać wcześnie, narazić się na bolesne docinki kolegów, a nawet odrzucenie poprzez najbliższych.

Żyją niedługo - kilka, czasem kilkanaście lat. Odchodzą radośni. Żadne z kilkunastu bohaterów książki nie umierało ze skargą na ustach. Po codziennemu zwykli i niecodziennie piękni. Dzieci Chrystusa Króla.

Głośno było ostatnio w "sieci" na temat książki "nieduża Nina" Sophie Scherrer. Pozycja reklamowana poprzez wydawców jako perfekcyjny upominek "komunijny", gromadzi, jak określiła to słusznie na łamach Gościa Niedzielnego Ewa Kuczkowska, swoisty "instruktaż profanacji Najświętszego Sakramentu".

Tytułowa Nina postanawia zabrać mężczyzny Jezusa do domu i umieścić w zakładce do książki jako osobliwy talizman. W plan wprowadza koleżankę (opis "akcji" pominę aby nie promować prześmiewczego bluźnierstwa w wersji "light-child").

Dość napisać, iż hostia wleczona pod butem Niny, do którego niefortunnie się przykleiła, kończy "żywot" w strzępach, zeskrobana z podeszwy i wyrzucona na śmietnik. Ot, zabawna historyjka o niewinnych igraszkach dziecięcego wieku.

Lekko, miło, mrużąc oko do najmłodszych czytelników i z milczącą konkluzją, iż nic takiego się nie stało. Czy rzeczywiście nic? Książka może uczyć, bawić, wzruszać. Może także (choć nie powinna) szkodzić, wieść na manowce, rozmiękczać zło.

Wracajmy niejednokrotnie do "Dziejów Polski" i "drobnych przyjaciół Jezusa Eucharystycznego". Niech nie zbierają kurzu na półce. Ta lektura nie zawstydzi, lecz sprawi, że podniesiemy dumnie głowę.

Według legendy królowa Jadwiga, wzruszona losem ubogiego kamieniarza, oderwała wysadzaną klejnotami klamrę od swego trzewika, by wspomóc rzemieślnika i jego chorą żonę. Odciśnięty w wapnie kształt stópki królowej do dziś można oglądać na ścianie świątyni NMP na Piasku.

Marzy mi się, aby za sprawą opowieści o niepokaźnych przyjaciołach Jezusa Eucharystycznego nasze dzieci potrafiły właściwie używać Bożych trzewików prowadzących je przez życie. I aby umiały, jak młodziutka władczyni, oderwać z nich klejnot korzystnych uczynków i dać tym, którzy mają mniej, a których zawsze mamy pośród nas.

Takiej szlachetności życzę nieznacznym i dużym dzieciom Króla z okazji naszego wspólnego święta. Sylwia Mazurczak